Blog
Rebeliant
Rebeliant Szmarowski
Rebeliant Szmarowski Robert Szmarowski, 1970 r.
3 obserwujących 58 notek 62895 odsłon
Rebeliant Szmarowski, 10 maja 2017 r.

MSWiA - nie widzę związku

1321 0 0 A A A

Kilka miesięcy temu kierownictwo resortu spraw wewnętrznych ujawniło zamiar powołania w ramach Policji drugiej centrali związkowej. Do tej pory interesy policjantów reprezentuje Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Policjantów, pozostając jedynym ustawowo dopuszczalnym podmiotem o uprawnieniach przedstawicielskich.

W szeregach związkowców zawrzało. Podniosły się głosy, że plany ministerstwa powodowane są wyłącznie jedną motywacją, zawierającą się w maksymie divide et impera. Bez cienia wątpliwości tak właśnie jest. Każdy szef resortu, a szczególnie siłowego, odczuwa dyskomfort, gdy musi konfrontować się z wyrazistą reprezentacją podległego mu personelu. Prężny związek zawodowy, choćby działał mądrze, umiarkowanie i merytorycznie, zawsze będzie solą w oku pryncypała. Nie dziwota więc, że doradcy ministra pomyśleli nad stworzeniem przeciwwagi dla NSZZP. Ale to tylko jedna strona medalu.

Druga jest taka, że związkowcy zrzeszeni w dotychczasowej strukturze boją się nie tylko o jedność policyjnego proletariatu. Istnienie drugiej centrali oznacza utratę części stanu posiadania tej pierwszej. W przypadku tak licznej formacji, jaką jest Policja, stawkę w grze stanowią potężne pieniądze i pokaźne zaplecze logistyczne. Nawet jak się ma krystalicznie czyste intencje i klinicznie czyste ręce, trudno nie utożsamić tego, czym się administruje, z tym, co się de facto posiada.

Obecne kierownictwo NSZZP wywodzi się z walecznego nurtu, który od lat postulował zmiany w Związku i trwał w ostrym konflikcie z inną frakcją, ugodową wobec dowództwa formacji, a może nawet z nim „zblatowaną”. Ci nowi, to twardy orzech do zgryzienia dla teamu Błaszczak – Zieliński. Nie tak łatwo coś tu wskórać, bo tupanie nogą i „branie na huki” co najwyżej rozśmieszy adwersarzy. Szkopuł w tym, że struktura związkowa jest tak silna, jak silna jest osobowość jej liderów. Jeśli przy następnym rozdaniu u steru Związku stanie tępawy mydłek, cały kapitał wypracowany przez poprzedników wsiąknie błyskawicznie w piach.

Kierownictwo MSWiA prędzej czy później postawi na swoim. To pewne. Co w tej sytuacji powinien zrobić aparat związkowy? Mobilizować szeregi i zaszczepiać w nich słuszny gniew? Nic bardziej chybionego. Ostatecznym instrumentem konfrontacyjnym, pozostającym w dyspozycji przedstawicielskich organów służb mundurowych, są masowe wystąpienia w postaci pikiet i marszów. Jaka to jest w praktyce siła? Trudno powiedzieć, ale raczej mizerna. W latach 2012 – 2014 rząd PO – PSL prowadził wściekłą nagonkę na formacje mundurowe. Toczyła się wtedy zażarta walka o kształt uprawnień socjalnych dla żołnierzy i funkcjonariuszy. W tym okresie mundurowi związkowcy kilkakrotnie organizowali zbiorowe wystąpienia. Największa akcja miała miejsce 12 stycznia 2012 roku. Tego dnia w czterech miastach, gospodarzach turnieju Euro 2012, odbyły się mundurowe pikiety. Ich łączna liczebność nie przekroczyła 20 tysięcy uczestników. Czy to dużo, czy mało? Jak na możliwości działania w silnie zdyscyplinowanym środowisku zawodowym, nawykłym do wypełniania rozkazów, a nie kontestowania ich autorów, to liczba imponująca. Ale... 20 tysięcy hałaśliwych demonstrantów nie ma szans na strategiczne zwycięstwo.

Od prawie dwóch lat polskie życie publiczne jest polem bitwy. Ulicami naszych miast co i rusz przetaczają się mniej lub bardziej egzotyczne marsze, organizowane przez środowiska niezadowolone z linii politycznej, obranej przez rząd. W tej sytuacji jakaś demonstracja mundurowych związkowców i zmobilizowanych przez nich funkcjonariuszy nie ma szans nie tylko na merytoryczny sukces, ale nawet na zaistnienie w świadomości opinii publicznej. Na ilu uczestników mogliby liczyć organizatorzy takiej manifestacji? Pamiętajmy, że byłoby to wystąpienie w ramach tylko jednej formacji.

Krótko mówiąc, nie tędy droga, Koledzy Związkowcy. A którędy?

Pogódźcie się z tym, że będziecie mieli konkurencję. I starannie się do tego przygotujcie. Przede wszystkim mentalnie. Istnienie dwóch central związkowych w stutysięcznej formacji, to nie jest żaden kataklizm. To nawet nie jest jakiś wyjątek. Proszę spojrzeć na Państwową Straż Pożarną, liczącą jakieś 30 tysięcy funkcjonariuszy. Oni mają dwa, albo i trzy związki zawodowe. I co? Straż się rozpadła? A może nikt nie dba o godziwe reprezentowanie interesów strażaków? Konkurent w „branży” przedstawicielskiej, to wyzwanie, któremu warto stawić czoła, a nie mazgaić się, że ktoś nam odbierze ulubioną zabawkę.

Drugie, co trzeba zrobić, to podjęcie fanatycznego wysiłku, ukierunkowanego na poprawę operatywności. Każda centrala związkowa, a duża centrala szczególnie, dysponuje sporym personelem etatowym i niemałą bazą biurową. Szmery bajery komputery, faksy drukarki sekretarki. I niszczarki. Po co to wszystko? Żeby drukować afisze promujące koleżeńską rywalizację w halowej piłce nożnej? Jeśli ktoś tak to postrzega, niech się nie dziwi, że resortowy oponent go ogrywa.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Banuję każdego, kto myli dyskusję z fekaliami - bez względu na sympatie i antypatie polityczne. Jestem psychologiem. Rebeliant, to ksywka uświęcona zaciekłymi bojami z betonem.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dzięki! :-)
  • Klawisze ryzykują zdrowie każdego dnia. Strażacy? No chyba nikt nie ma wątpliwości, jak...
  • Bardzo dziękuję za merytoryczny komentarz. W jego części pozamerytorycznej wyraził Pan...

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo